mam podły nastrój odkąd poszedłem do gimbazy. prawdopodobnie przyczyną było to że mój mózg już wszedł na ten poziom rozwoju na którym zaczął krytycznie analizować rzeczywistość w której przyszło żyć. z wiekiem wcale mi się nie polepszyło. z roku na rok nastrój ma tendencje spadkową. psycholog do którego kiedyś chodziłem powiedział że to depresja. terapeutyzował mnie ale zrezygnowałem po kilku wizytach. teraz mam 26 lat a od 20 roku życia każdego dnia kontempluje bohatyra. czasem mi sie polepsza ale za kilka dni/tygodni znowu jest obniżenie nastroju i powrót do realizmu. życie przecieka mi przez palce a ja nic nie mogę. chce pomocy ale nikt nie może mi pomóc. chcę kochać i byc kochanym ale w tym świecie nie ma miłości. chce mieć nadzieję ale ona nie istnieje. nie mam ust a muszę krzyczeć
porażki
>żyję
>zamiast wygrywac życie jestem pierdolonym zerem
>praca za 2k/msc 7 dni pod rząd z dwoma dniami przerwy. oczywiście na trzy zmiany bo po co czuć się wypoczętym i mieć niezaburzony rytm dobowy xD
>gdy zaczynam na głos mówić o tym co mnie boli płaczę dlatego z nikim nie rozmawiam szczerze poza internetem i samym soba w monologach gdy jestem sam
>generalnie żeby nie wypisywać tysięcy punktów to napisze krótko: niszczę sobie życie bo nie wiem jak sobie pomóc
osiągnięcia
>żyję
>zrobiłem kurs na wózki i nie muszę fizycznie zapierdalać tylko sobie maszyny prowadzę
>mam oszczedności które mam zamiar wydać na ulepszenie swojego życia.
<będzie to ostatnia moja próba. pewnie bezcelowa ale zobaczymy. jeśli się nie uda to bohatyr ze strimem do którego linka dam na wszystkich kilkunastu szonach które do których adresy pamiętam xD
>umiem zachować reżim żywieniowo ruchowy.
<tylko po co skoro zawsze będe śmieciem nie ważne czy grubym czy z wyglądu wysportowanym chadem z niskim bodyfatem xD
>miałem kolegów którzy mnie na prawdę szczerze lubili
<ale zerwałem kontakt kilka lat temu bo wszedłem już w takie odmęty złego samopoczucia że nie chciałem ich męczyć osobą której dusza pogrąża się w mroku i nigdy nie wyjdzie. od tamtej pory z nikim przyjacielsko na luzie nie rozmawiam twarza w twarz. rozmowy z rodziną i współpracownikami są automatycznie, robotyczne, pozbawione prawdziwych emocji. na szczerość pozwalam sobie jedynie w internecie i w prywatnych monologach które prowadzę niemal zawsze gdy jestem sam
>uświadomiłem sobie że życie to chuj a potem umierasz
>odkryłem że mam w sobie potencjał intelektualno fizyczny by zostać kimś ważnym i duzo zarabiać
<tylko co z tego skoro musiałbym poświęcić 100% przyjemności by tego dokonać a gdybym już doszedł do miejsca w którym miałbym zapewnione samodzielnie wypracowane odpowiednie oparcie finansowe byłbym zbyt stary by cieszyć się przyjemnościami