Anonki, jak to jest mieć zdrowe relacje międzyludzkie?
Za gówniaka miałem przewalone. A to ze strony rodziny, a to ze strony rówieśników, no i ciągnęło się to dalej.
Potem nie było żadnego dręczenia itd ale skończyło się to tak że nie potrafię nawiązywać relacji z żadnym człowiekiem, max to koleżeństwo.
W sensie np. przykładowa sytuacja: znacie np. loszkę z rok. Znacie ją, widzicie że zależy jej na was itd. I że wygląda to normalnie, jest jakieś zaufanie. No a z drugiej strony, wy odczuwacie chłód.
Najmniejszy przejaw ataku potrafi przeciąć już mocno słabe więzy i np. nie ruszy was rozstanie jakkolwiek. Tak jak by tego nie było.
Tak samo ze znajomymi, rodziną i wszystkimi innymi.
W sensie rozumiecie, macie znajomego i widzicie że z jego strony wygląda to jak byście byli jego przyjacielem. Ale z waszej strony, nie zdziwiło by was to jak by z dnia na dzień ta osoba wbiła wam nóż w plecy, jesteście na to nastawieni a jak to zrobi to tbw.
Nie to że się żale, nie przeszkadza mi to aż tak bardzo w życiu.
Po prostu jestem ciekaw czy ktoś jeszcze jest podobnie spierdolony jak ja