>>143982
>Szczęście to też niezły dziadek
Taaak! :D Jest niedefiniowalne jako zespół spełnialnych warunków i zawsze przyszłe, a więc nigdy nie osiągalne, największy dziadek ludzkości kiedykolwiek.
Ja sam myślałem sobie kiedyś nad tym i wymyśliłem, że nie wiemy co uczyni nas szczęśliwymi, za to cierpienie jest bardzo konkretne, ponieważ konkretne rzeczy sprawiają, że cierpimy. Boli Cię noga. Masz nie przepracowany bagaż skądś. Smutno Ci. A jako że mamy konkretne przyczyny, jesteśmy w stanie je po kolei identyfikować i eliminować, sprawiając że nasze życie będzie lepsze.
A to, że nie lubię normickiego determinizmu jako takiego, nie oznacza że nie uczę się od nich. Jak już mówiłem, lubię inne spojrzenia, wielość perspektyw na ten sam problem, łączenie tych samych klocków w różny sposób. Różne ciekawe rzeczy można osiągnąć w ten sposób i zwykle są one bardziej wartościowe niż te, które jesteś w stanie wymyślić sam.
Z tym tao to jest trochę bardziej skomplikowane, samo pojęcie jest bardzo szerokie- już sama Księga Tao i De (Daode Jing) zaczyna się od "Tao które jest tao nie jest tym tao o które nam chodzi", czy jakoś tak- to jest trochę pokręcone, chodzi nie tyle o równowagę, tylko o nie dzielenie, brak w sensie nie określenie. W chińskiej ontologii nazwanie czegoś ma dwie konsekwencje- wyróżnienia tego czegoś i implikacji jego przeciwieństwa, więc jeśli w ogóle nie określasz, nie masz rzeczy. Kultura (w domyśle konfucjańska) z definicji określa różne rzeczy (dobro, zło, obyczaj), więc niejako zuboża percepcję ludzką i odcina ludzi od ich naturalnego stanu. Mocno po łebkach wyjaśnienie, ale to dość specyficzny problem i ciężko go opisać w pigule.
Za to można rzeczywiście przejść do konkluzji, chociaż są one dość luźne- mędrzec nie jest ani dobry, ani zły, ponieważ nie określa co to jest dobro, również nie powołuje do istnienia zła. Tak więc nie oceniając, nie pokazując palcem jesteśmy niejako poza dobrem i złem, które nie wynikają z natury, tylko z kultury.